Jego kulinarna droga zaczęła się przy prostym, rodzinnym stole – z żeliwnym garnkiem rosołu, zapachem pieczonych jabłek i pierwszą fascynacją tym, jak jedzenie potrafi zjednoczyć ludzi. Wkrótce potem pojawiła się pierwsza praca w niewielkiej polskiej brasserie, gdzie nauczył się rytmu serwisu: porannego bulgotania wywarów, popołudniowego spokoju i wieczornego przyspieszenia.
To właśnie wtedy zrozumiał, że wieczorna kolacja to mały spektakl, a kuchnia – jego kulisy.
Pracował u kucharzy związanych z kuchnią polską i europejską, w tym w klasycznych restauracjach inspirowanych wiedeńskimi kawiarniami, praskimi gospodami i berlińskimi supper-clubami z lat 70. Uczył się dyscypliny, szacunku do produktu i tego, że precyzja podania jest równie ważna jak smak.
Dziś powtarza zespołowi jedno zdanie: „Gość może nie pamiętać wszystkich składników, ale zapamięta nastrój, w jakim jadł kolację”.
Filozofia gotowania: tradycja, detal, scenariusz wieczoru
Jako kreator smaku i kustosz tradycji widzi menu jak redaktor widzi numer magazynu: musi być spójna narracja, suspens, kulminacja i spokojne domknięcie wieczoru. Dlatego każde danie ma swoją rolę – od pierwszego pozdrowienia z kuchni, przez dania główne, aż po deser, który kończy wieczorny rozdział.